piątek, 7 listopada 2014

Rozdział 1

   Powoli kończy się weekend. Zawsze to co najlepsze musi minąć, prawda? Jest niedzielny wieczór, ale nawet teraz nie mam chwili spokoju dzięki mojemu kochanemu braciszkowi. Pewnie jesteście ciekawi dlaczego? Otóż mój brat - Michael - wpadł wraz ze swoimi kolegami na przecudowny pomysł stworzenia własnego zespołu. Nie powiem może i dobry pomysł na zyskanie sławy w naszej szkole i nie tylko, ale co z tego jak oni kompletnie nie potrafią grać?  Znaczy tak dokładnie nie wiem jak oni grają, bo nie miałam okazji się przysłuchać. Zawsze albo zakładałam słuchawki i miałam gdzieś co grają,  albo wychodziłam z domu po drodze krzycząc, że zadzwonię kiedyś na policję jak będą tak hałasować. 

   Dzisiaj wyjątkowo bolała mnie głowa,  więc ruszyłam w stronę piwnicy, aby prosić by skończyli na dziś swoją próbę, ponieważ chciała bym się przespać chociaż z pół godziny, aby ból ustał. Schodząc powoli po schodach zaczęłam słyszeć jeszcze wyraźniej ich krzyki, czasami się zastanawiałam czy oni tam ćwiczą czy... emmm... nawet nie chcę myśleć co innego robią. Delikatnie chwyciłam za klamkę do drzwi i lekko ją nacisnęłam popychajac tym samym je w stronę przestrzennego pomieszczenia. Weszłam do środka i zaczęłam się przyglądać sytuacji, która miała właśnie miejsce. Oni robili sobie wyścigi ujerzdzając samych siebie (a raczej swoich kolegów). Może gdy to opisuje nie brzmi to tak jak wygląda, więc zrozumcie, że na żywo... eghhh szkoda słów. Nikt mnie nie zauważył, więc ruszyłam w stronę mojego brata, po czym zepchnęłam go z bodajże Ashtona. Nie minęła chwila, a chłopak leżał na ziemi i trzymał się za głowę. 
-Powaliło cię do reszty? -spytał, dosyć głośno unosząc głos. 
-Chciałam się spytać czy możecie na dzisiaj skończyć "próbę", ponieważ strasznie mnie boli głowa, a wy cały czas się drzecie - odpowiedziałam lekko podirytowana całą sytuacją. 
-Oczywiście, że możemy - powiedział z cwaniackim uśmieszkiem Luke - hmmm... może tak za godzinę? 
-Aghhh... pieprz się Hemmings, pieprzcie się wszyscy! - wysyczałam przez zęby przy okazji opuszczając pokój i trzaskając drzwiami jak najgłośniej potrafiłam. 
-Z tobą zawsze! - zdążyłam usłyszeć jeszcze głos blondyna. 
   
   Jak oni działają mi na nerwy! Szybko wbiegłam do pokoju, zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko z nadzieją, że się trochę uciszą i już zaraz będę mogła smacznie spać. Na szczęście już tak nie wariowali i po nie długiej chwili wpadłam w objęcia morfeusza.



*-*-*-*-*-*~¤~*-*-*-*-*-*-*
Od razu przepraszam za jakość rozdziału i długość, również informuję, że rozdział nie został sprawdzony, ponieważ pisze to na telefonie i po prostu jest mi ciężko. 

CZYTASZ=KOMENTUJESZ

6 komentarzy:

  1. Rozdział super czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  2. Super, szczerze nie mogłam się doczekać tego rozdziału. Mniej więcej domyślam się co wymyśliłaś w dalszych rozdziałach, ale to niech pozostanie tajemnicą. Nie mam się do czefo przyczepić.
    Pozdrawiam Zuzia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Zuziu,
      Szkoda, że moje opowiadanie okazało się przewidywalne, ale z drugiej strony cieszę się, że ci się podoba <3
      Pozdrawiam Martyna;)

      Usuń
  3. Świetny blog, czekam na drugi rozdział, mam nadzieję, że będzie coś o Niallu

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww jesteś świetna... to jest o wieleee wieleee lepsze niż mój blog ahh czasem tak jest ;*** świetnie ...

    OdpowiedzUsuń